ABSOLWENCI

Alicja Wójcik

 
 
                            Serdeczna pamięć.Rozmowa z Panią Alicją Wójcik
                                            
                             
 
Martyna Maksymiak i Monika Żochowska:
Jak długo pracowała Pani w naszym liceum?
Jak wspomina Pani minione już lata?
 
Pani Alicja Wójcik:
Pracowałam w szkole od 1 września 1966 roku do 1 czerwca 1997 roku. Miałam szczęście, że trafiłam na tak wspaniałe środowisko profesorów, uczniów. Szczególnie miło wspominam mojego pierwszego dyrektora, pana Kurakowskiego, który zatrudnił mnie. Wielkim jego marzeniem była budowa sali gimnastycznej. Bardzo mu zależało na tym przedsięwzięciu.
Miło wspominam przedstawienia organizowane przez młodzież, wystawiane na tejże sali gimnastycznej. Piękne scenariusze przedstawień pisał nasz poeta, pan Paweł Kamiński. Bardzo sympatyczny był profesor Michał Plewnicki. Nigdy nie stawiał złych ocen z przyjemnością. Gdy miał wpisać do dziennika negatywną ocenę, bardzo wszystko przeżywał. Przychodził do kancelarii zdenerwowany i żalił się z tego powodu. Życzliwi byli bardzo państwo Maria i Franciszek Wojtkowscy, państwo Piotrkowscy. Żona pana Piotrkowskiego, pani Hala, pracowała jako księgowa do roku 1970. Potem księgowość przeniesiono do miejskiego zespołu ekonomicznego i przez dwadzieścia lat pracowałam sama w kancelarii. Do czasu odejścia pani Piotrkowskiej dobrze się razem pracowało. Naprawdę byłam szczęśliwa, gdy szłam rano do pracy. Lubiłam pracę z młodzieżą. Uczniowie chyba też mnie lubili, bo chętnie przychodzili do kancelarii, gdy mieli jakieś sprawy. 
Pracowałam podczas kadencji dziewięciorga dyrektorów. Byli to: pan Kurakowski, pan Krasucki, pan Plewnicki, pan Bobiński, pani Iwaniak, pan Piecyk, pani Wrzosek, pan Strupiechowski, pani Rabek. Zastępcą pana Kurakowskiego i Krasuckiego był pan Plewnicki. Zastępcą pana Plewnickiego pan Bobiński. Pan Woźniak był zastępcą pana Bobińskiego, a potem na miejsce pana Woźniaka przyszedł pan Kublik, który był także podczas dyrektorowania pani Iwaniak. Po nim pani Filipczuk, a po pani Filipczuk zastępcą dyrektora jest do dzisiaj pani Teresa Oliwińska.
 
Martyna Maksymiak i Monika Żochowska:
Jacy byli uczniowie? Czy była Pani także jedną z uczennic naszego liceum?
 
Pani Alicja Wójcik:
Uczniowie byli sympatyczni, mili, kulturalni. Potrafili każdego uszanować. Nie słyszałam o poważnych kłopotach z uczniami, choć mniejsze były. Pamiętam uczniów z czasów egzaminów wstępnych, jeszcze za pana Kurakowskiego, sprzed roku 1970. Także mój egzamin wstępny do liceum przypominam sobie, obejmujący nawet śpiew. Były egzaminy z klasy do klasy (z polskiego i matematyki).
Nie jestem uczennicą naszego liceum. Przyjechałam ze Szczecina. Tu mój mąż rozpoczął pracę. Jesteśmy w Sokołowie już prawie pięćdziesiąt lat.
 
Martyna Maksymiak i Monika Żochowska:
Czy utrwaliły się w Pani pamięci zdarzenia zabawne z życia szkoły?
 
Pani Alicja Wójcik:
Mieliśmy wspaniałych woźnych. Miło wspominam pana Wojewódzkiego. Całe miasto go znało. Roznosił pisma. Stawał na baczność, salutował, meldował wszystko. Nosił czarny mundur (jak niegdyś woźni). Miał wielkie poczucie humoru. Mówił na przykład: „Pójdę do Babilonu zobaczyć czy jest coś do kupienia” (zamiast „pawilonu”).
 
Martyna Maksymiak i Monika Żochowska:
Czy lubi Pani muzykę Chopina?
 
Pani Alicja Wójcik:
Tak, choć nie od razu jej słuchałam. Przez prawie dwadzieścia lat rozprowadzałam kalendarzyki Towarzystwa Chopinowskiego. Lubiłam muzykę przez całe życie, choć gusta muzyczne w ciągu lat mego życia zmieniały się. Na przykład niezwykłe jest „Bolero” Ravela czy „Psałterz wrześniowy” Piotra Rubika.
 
                                                         * * * 
 
Dowiedzieliśmy się od Pani Wójcik o tym, co rzadko dzisiaj staje się udziałem osób pracujących w różnych miejscach. O tym, iż można prawdziwie lubić, cenić pracę i iść do niej z prawdziwą przyjemnością.
 
Pani Alicja Wójcik ma także w swej serdecznej pamięci szkołę, nasze liceum, ale także wydarzenia, które dla nas są prawdziwą historią, z lat wojennych, z trudnych lat życia obok siebie Polaków i Ukraińców na Hrubieszowszczyźnie. Mówiła o płonącym, modrzewiowym kościele w Ostrowie (w którym grywał na organach Fryderyk Chopin, przybywający, by odwiedzić swego przyjaciela Tytusa Woyciechowskiego, w majątku Poturzyn, gdzie powstawał „Nokturn g-moll”), o ukrywającej się, zabitej nauczycielce, o zimowej ucieczce swej rodziny, zawijaniu dzieci w pierzynę podczas ucieczki w marcu, o ostrzegającym przed rzezią sąsiedzie i dziadku, który wrócił do pozostawionego domostwa, by nakarmić zwierzęta. Powrócił do domu, by zginąć. O nienawiści, która powoduje, że dzieci nabijane są na żerdzie, pale przez własnego ojca, który - kierowany nacjonalizmem - wypiera się ich, mimo że są to jego własne dzieci...
 
Pracująca tak wiele lat w naszej szkole Pani Alicja Wójcik jest osobą, która -
znając prawdziwą wartość życia - wypełniała je serdecznością, życzliwością, ciepłem, jednakowym oddaniem uczciwej, rzetelnej pracy na rzecz naszej szkoły.
 
kwiecień 2008
 
 
BIP RSS
 
CMS Toruń