ABSOLWENCI

Dyrektor Ewa Rabek

 
Mateusz Błoński, Mateusz Kraska
matura 2009
 
 
       Ze szkołą jestem bardzo mocno związana.
       Rozmowa z wieloletnim dyrektorem liceum Ewą Rabek
 
 
Mateusz Błoński:
Łączą Panią z naszym Liceum szczególne więzi.
Jaką rolę odegrała w Pani życiu nasze liceum?
 
Dyrektor Ewa Rabek:
Ze szkołą jestem związana bardzo mocno, jestem jej absolwentką. Po ośmioletniej szkole podstawowej, kontynuowałam naukę właśnie w liceum. Przeżyłam wtedy cztery najpiękniejsze lata swego życia. Młodość wspominam z wielkim sentymentem, zarówno szkołę podstawową, liceum, jak i studia psychologiczne, które ukończyłam na Uniwersytecie Warszawskim.
Pobyt w liceum wspominam szczególnie ciepło. To był okres zawierania wielu ciekawych znajomości; tu rodziły się przyjaźnie i miłość, która została mi na całe życie. Z mężem, Jerzym, sympatyzowaliśmy niemal od mojej pierwszej klasy. Właśnie w liceum zaczęła rozwijać się we mnie osobowość społecznikowska. Wchodziłam w dorosłe życie, mając w tej szkole poczucie bezpieczeństwa, nauczycieli, na których można było polegać. Owszem, jak wszyscy uczniowie, odczuwaliśmy ciężar uczenia się, ale oprócz tego świetnie spędzaliśmy czas. Wycieczki, zbiórki harcerskie, dyskoteki bardzo nas jednoczyły, a zawarte przyjaźnie okazały się wieloletnimi związkami serc i dusz. Są do dziś pielęgnowane, okazują się bezcenne w trudnych chwilach.
 
Mateusz Kraska:
Czy zna Pani stronę internetową „nasza-klasa”? Co Pani sądzi o tym zjawisku?
Czy Pani licealna klasa integruje się po latach?
 
Dyrektor Ewa Rabek:
Tak, zaglądam do internetu, wspomnianego portalu, który współtworzy także moja klasa licealna (1970-1974). Nie logowałam się z powodów osobistych.
Dzisiaj mija pięć miesięcy od śmierci mojego męża, przeżywam żałobę i nie jestem jeszcze w stanie zdobyć się na wirtualne rozmowy. Prawdę powiedziawszy wolę spotkania realne, a nie wirtualne. Pozostaję w kontakcie z wieloma osobami z klasy. Bardzo ciepło wspominam moje dwie wychowawczynie - panią Danutę Krasucką, nauczycielkę chemii (od pierwszej do trzeciej klasy) oraz panią Walentynę Szachowicz (wychowawstwo w klasie czwartej), z którą do dzisiaj utrzymuję bardzo serdeczny kontakt. Pani Szachowicz mieszka teraz w Warszawie. Dzwonimy do siebie, rozmawiamy.
 
Mateusz Błoński:
Gdyby miała Pani porównać sytuację uczniów, tych sprzed lat dwudziestu, nawet trzydziestu i tych z ostatnich roczników... jakie są między nimi podobieństwa, jakie różnice?
 
Dyrektor Ewa Rabek:
 
Zmieniły się przede wszystkim realia. Świat stoi przed wami otworem i daje większe, nowocześniejsze możliwości rozwoju. My mieliśmy pod tym względem nie tyle gorzej, co inaczej. Ale nie było tak źle. Przecież zdawaliśmy po maturze egzaminy na studia. Dostałam się po naszym liceum na oblegany kierunek (dziś także jest wielu chętnych), na psychologię. Gdy ktoś nie zdawał, nie miała możliwości takich jak dziś: możecie składać dokumenty na kilka kierunków; wybieracie uczelnie nie tylko w Polsce, ale i na świecie i tego wam można zazdrościć.
Moim zdaniem, macie gorzej z tego względu, że zabrano wam rok pobytu w szkole, rok pięknej młodości. Liceum obejmuje obecnie trzy lata nauki. Nie macie czasu, by dokładnie się poznać, pobyć ze sobą. My mieliśmy na to czas, a wy, mam wrażenie, na to czasu wiele nie macie. Nauki jest tyle, że kto chce rzeczywiście sprostać wymaganiom, musi zrezygnować choćby z życia towarzyskiego. Pomagają wam komputery, jednak selekcja dobrego materiału w internetowym nawale informacji też wymaga czasu. Chodzi o to, by odpowiednio podejść do tego, co wokół. Życie nie jest biało-czarne, ma różne odcienie.
 
Mateusz Błoński:
Brakujący, czwarty rok w liceum miał aż tak duże znaczenie?
 
Dyrektor Ewa Rabek:
Tak, uważam, że ten dłuższy, czteroletni pobyt w liceum miał sens. Pierwszą klasę zaczynało dorastające dziecko, które dojrzewało w drugiej i trzeciej klasie, a czwartą kończył ukształtowany, dorosły niemal dziewiętnastolatek. Wiedział o sobie i swoich możliwościach sporo, miał czas, by się sprawdzić, zaplanować drogę życiową. Wy na to czasu nie macie. Ledwie zdążycie się poznać, ledwie nabierzecie trochę pewności, już zdajecie maturę!
 
Mateusz Kraska:
Dużo mówi się o dobrych relacjach między uczniami i nauczycielami. Co według Pani najbardziej przeszkadza w porozumieniu się jednych i drugich, co najbardziej pomaga?
 
Dyrektor Ewa Rabek:  
Najważniejsze jest moim zdaniem to, by nie popadać w skrajności. Niemożliwe są relacje tylko partnerskie lub relacje tylko zasadnicze, rygorystyczne. Podobnie sprawa ma się z waszymi relacjami w rodzinach. Rodzice (tak jak nauczyciele) nie mogą jedynie bawić się z wami bądź jedynie wymagać. Trzeba znaleźć złoty środek, rozważyć potrzeby określić sytuacje, a to wymaga nie lada wysiłku.
Nauczyciel-kumpel nie daje poczucia bezpieczeństwa uczniowi. Nauczyciel bardzo surowy również nie może liczyć na sukces. Wystraszony i zestresowany podopieczny nie będzie w stanie z nim współpracować. Mądry nauczyciel nie zapomina o tym, że kiedyś też był młody, także popełniał błędy. Rozumie swoją rolę bardzo odpowiedzialnego przewodnika, który powinien nauczyć wiele, przede wszystkim tego jak być wartościowym człowiekiem. 
Młodzi nauczyciele często popełniają podstawowy błąd: próbują zjednać sobie uczniów, pozwalając na luz, partnerstwo. W efekcie mają problem, bo uczniowie wchodzą na głowę, wykorzystują maksymalnie słabość nauczyciela. Wtedy też często obserwuje się drugą skrajność: nauczyciel ratuje się jedynkami, wymaganiami. Pojawia się nowy problem. Nie raz dużo czasu musi upłynąć i sporo trudu trzeba włożyć w to, by wypracować relacje satysfakcjonujące nauczyciela i uczniów.
Myślę, że dużo szkody przynoszą wzajemne prowokacje. Czasami zdarza się publiczna krytyka, sarkazm, kpina. Uczniowie są mocno wyczuleni na takie zachowania nauczycieli i w tych sytuacjach nie ma mowy o dobrych relacjach. Młodzi ludzie również stosują takie metody, a sprowokowany nauczyciel też reaguje i konsekwencje zachowań są przykre dla obu stron.
 
Mateusz Błoński:
Jak ocenia Pani polską oświatę?
 
Dyrektor Ewa Rabek:
Jestem zwolenniczką poprzedniego systemu w oświacie. Wiadomo, wszystko ulega zmianom, nie można stać w miejscu. Jednak stare, czteroletnie liceum lepiej służyło rozwojowi młodego człowieka, odpowiadało jego zmianom psychofizycznym, emocjonalnym, społecznym... Skrócenie nauki w liceum zaburzyło rytm.
Niedobrze się też stało, że odrzucono pomysł szkolnictwa zawodowego. Nie każdy przecież nadaje się do kształcenia teoretycznego. Są ludzie, którzy doskonale sprawdzają się w praktycznym działaniu. Skutki tego już odczuwamy. Trudno obecnie znaleźć człowieka, który jest po prostu dobrym fachowcem: glazurnikiem, hydraulikiem, stolarzem... Obecne zespoły szkół zawodowych zatraciły swój sens, nie ma szkół policealnych, pomaturalnych kształcących w kierunkach zawodowych.
Przypuszczam, że wy nie będziecie uprawiać jednego zawodu przez całe życie. Zależnie od rynku pracy, od konkretnych potrzeb, będziecie zmieniać, uzupełniać kwalifikacje. Ważne jest, by szkolnictwo zawodowe uczyło elastyczności, szybkiego dostosowywania się do rynku pracy. Licea ogólnokształcące w zespołach szkół zawodowych to nieporozumienie. Licea profilowane też powinny mieć inny charakter, zbliżony do konkretnych zawodów.
Przeżyłam transformację w oświacie. Uważam, że nie można przeprowadzać rewolucji na żywym organizmie. Wtedy było bardzo ciężko: trudne warunki pracy w szkole, niemal dziewięciuset uczniów, dwa systemy nauczania, niepewność, niestabilność. Ważna była wówczas umiejętność wyciągania wniosków z doświadczeń poprzedników.
 
 
Mateusz Kraska:
Jak pani ocenia zmianę egzaminu maturalnego?
 
Dyrektor Ewa Rabek:
Wszelkie tego typu zmiany są karkołomnym zadaniem logistycznym dla dyrekcji, pracochłonnym i czasochłonnym, wymagającym wielu analiz. Nowa matura, zbliżona do standardów europejskich, jest z jednej strony łatwiejsza dla ucznia, krótsza, mniej stresująca, bardziej obiektywna w ocenie. Z drugiej strony macie utrudniony dostęp do prac i ma wam wystarczyć wynik procentowy. Bardziej dociekliwi muszą odwiedzić siedzibę Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej (dla was w Warszawie), by uzyskać szczegółowe informacje. W formule starej matury kontakt ze sprawdzającym był łatwy.
W nowej formule nie zdajecie egzaminu na studia, bowiem dobrze zdana matura otwiera drzwi uczelni. Problemem jest jednak to, że musicie bardzo wcześnie (najlepiej od razu po gimnazjum) wiedzieć, co będziecie studiować. Wtedy trafnie wybieracie profil klasy w liceum, z odpowiednimi rozszerzeniami przedmiotowymi, których potem wymaga uczelnia. Powstaje następny problem: uczeń po gimnazjum rzadko ma sprecyzowane plany związane z przyszłością, studiami. W tym miejscu reforma oświaty ponosi klęskę. Uczniowie za wcześnie podejmują ważne decyzje, nie są w stanie decydować o studiach. Wiadomo, że w liceum uczniowie znajdują wszelaką pomoc w tym zakresie (dyrekcji, wychowawców, pedagoga), ale dwuipółletni czas nauki jest stanowczo za krótki, by określić predyspozycje i wybór kierunku studiów.
 
Mateusz Błoński:
Jak, Pani zdaniem, wpłynęły zmiany w strukturze oświatowej na psychikę uczniów? Często mówi się o agresji w gimnazjach.
 
Dyrektor Ewa Rabek:
To jest mój główny zarzut pod adresem reformatorów oświaty. Nastolatek w gimnazjum jest w bardzo trudnym okresie życia, ma mnóstwo problemów ze sobą (emocjonalnych, psychofizycznych). Musi zaaklimatyzować się w nowym miejscu, w grupie uczniów i nauczycieli. Pierwszy rok w gimnazjum to często “siłowe” określanie swego miejsca w klasie i bardzo ekspansywne poszukiwanie własnej osobowości, tożsamości (przy raczej negatywnym spojrzeniu na siebie i innych). Gimnazjum to tygiel różnych problemów związanych z dojrzewaniem. Łatwo się pogubić.
 
Mateusz Błoński:
Czy nie ma Pani wrażenia, że szkoła traci funkcję wychowania?
        
Dyrektor Ewa Rabek:
Presja realizacji programu i brak czasu nie sprzyjają dogłębnemu poznaniu ucznia i jego potrzeb. Kiedyś szkoła żyła zajęciami pozalekcyjnymi, dziś jest tych działań jakby mniej, co nie znaczy, że ich nie ma. Wystarczy wymienić choćby koło teatralne prowadzone przez panią Urszulę Kosieradzką. Szkoła powinna być miejscem nauki i takim miejscem, gdzie można ciekawie spędzić czas.
 
Mateusz Błoński:
Tak jak w modelu amerykańskiego szkolnictwa?
 
Dyrektor Ewa Rabek:
Myślę, że tak. Byłam w Stanach i zwiedziłam szkołę w Buffalo, placówkę państwową. Urzekła mnie organizacja zajęć pozalekcyjnych. Pracownie były świetnie wyposażone, profesjonalne. Uczniowie zainteresowani na przykład majsterkowaniem mieli do dyspozycji różne materiały, narzędzia, fachową opiekę specjalisty. Uczniowie zainteresowani motoryzacją mogli nie tylko nauczyć się kierowania pojazdami, ale także skorzystać z odpowiedniej pracowni, nastawionej na mechanikę pojazdową. Dziewczęta w sposób profesjonalny zajmowały się projektowaniem strojów. To stamtąd zaczerpnęłam pomysł “Szkolnego Nobla”, imprezy, podczas której młodzież prezentuje swe osiągnięcia, pasje, oryginalne pomysły wykraczające poza szkolny poziom. Potencjał tkwi w was samych i 
warto go wydobyć, oczywiście przy pomocy kogoś, kto wspiera, motywuje, rozwija. Chciałam, by nauczyciele pokazywali uczniom ich mocne strony. Apeluję: “Nauczycielu, pokaż uczniowi to, w czym jest dobry”.
 
Mateusz Kraska:
Jak podsumowałaby Pani naszą rozmowę?
 
Dyrektor Ewa Rabek:
Nasze liceum nauczyło mnie wiele.
Niegdyś śpiewałam w zespole muzycznym, prowadzonym przez pana profesora Włodzimierza Krasnodębskiego. Nauczyłam się pewności siebie i dobrze wyćwiczyłam głos. Śpiewając w zespole, reprezentowałam szkołę na wielu imprezach, zawsze czułam wsparcie opiekuna i dobrą atmosferę.
Harcerstwo również dużo mi dało. Pokazało sposób na życie: otwarcie na drugiego człowieka, przyjaźń, dzielenie radości i smutków. Szkoła dała mi przede wszystkim najważniejszego przyjaciela, męża Jerzego, który prawdziwie i pięknie towarzyszył mi w drodze życiowej oraz zawodowej.
Często traktujecie szkołę jako zło konieczne, a przecież nie musi tak być. To w dużej mierze zależy od was, co wyniesiecie ze szkoły, z jakim bagażem doświadczeń udacie się w dorosłe życie. Oblicze liceum to wasze oblicze. Wy tworzycie historię szkoły, nadajecie charakter. Życzę, byście po latach wspominali ją tak ciepło jak ja.
 
 
13 marca 2008
 
 
 
BIP RSS
 
CMS Toruń