ABSOLWENCI

Dyrektor Kazimierz Strupiechowski

 
 Izabela Romańczuk, Mateusz Błoński, Mateusz Kraska  
 matura 2009           
 
 
Odkryjcie pełniej możliwości ludzkiego mózgu,tak niewielka jego część jest wykorzystywana...Rozmowa z dyrektorem Kazimierzem Strupiechowskim
 
Mateusz Kraska:
Jaką rolę odegrała nasza szkoła w Pana życiu?
 
Dyrektor Kazimierz Strupiechowski:
Sokołowskie liceum było pierwszym miejscem pracy po studiach, które ukończyłem w 1969 roku (czyli w waszym wieku „przedkolebkowym”). Jako absolwent Uniwersytetu Warszawskiego podjąłem wówczas pracę z nakazu. Nie było wtedy kłopotów z zatrudnieniem. Praca w pobliżu domu rodzinnego bardzo mi odpowiadała. Tak się złożyło, że liceum w Sokołowie to mój pierwszy i jedyny zakład pracy do momentu przejścia na emeryturę.
Pełniłem różne zawodowe funkcje: od społecznych po „nadzorcze”, uczyłem fizyki, byłem dyrektorem w latach 1990-1995. Moje dyrektorowanie przypadło między innymi na czas słynnej przeprowadzki szkoły z ulicy Kupientyńskiej do obecnego budynku przy ulicy Sadowej, który znacząco wpisał się w historię sokołowskiej oświaty. Zmiany lokalowe wiązały się z wieloma trudnościami, od czysto ekonomicznych po kadrowe (brakowało chociażby nauczycieli fizyki). Zagospodarowaliśmy nową siedzibę.
 
Mateusz Błoński:
Kiedy rozpoczęła się Pana przygoda z fizyką?
 
Dyrektor Kazimierz Strupiechowski:
Niewątpliwie w latach szkolnych, w liceum pedagogicznym, które miało dość dobrze wyposażone pracownie fizyczne. Szybko jednak zrozumiałem, że będzie to niewystarczające przygotowanie merytoryczne do pracy w szkole i postanowiłem (po ukończeniu liceum pedagogicznego) pogłębiać umiejętności, wiadomości na wyższej uczelni. Studia to ciekawy czas. Miło wspominam atmosferę nauki, studenckie przygody, pobyt w akademiku. Przeżyłem też jako student marcowe wypadki roku 1968.
 
Mateusz Błoński:
czy Pan w nich uczestniczył?
 
 
Dyrektor Kazimierz Strupiechowski:
Mój wydział mieścił się przy ulicy Hożej, dość daleko od głównej siedziby uniwersytetu. Największe zamieszki, starcia studentów z milicją odbywały się 8 marca i mnie ominęły. Byłem później na podczas okupowania Audytorium Maximum. Spędziłem tam z kolegami całą noc (z soboty na niedzielę). Straszono relegowaniem z uczelni i wcieleniem do armii.
 
Izabela Romańczuk:
Jakie wymieni Pan zalety i ujemne strony nauczycielskiej profesji?
 
Dyrektor Kazimierz Strupiechowski:
To trudne pytanie. Nie chciałbym zniechęcać młodych nauczycieli, adeptów sztuki pedagogicznej. Na pewno warto być nauczycielem fizyki, choć sytuacja jest obecnie dość trudna. Ten przedmiot wymaga dobrego oprzyrządowania, kosztownych urządzeń, pracowni. Obecne kłopoty naszej oświaty bardzo utrudniają realizację przedmiotu. Pracownie fizyczne są skromnie wyposażone, brakuje nauczycieli. Jest to jednak bardzo ciekawy przedmiot nauczania. Jeśli nauczyciel wkłada wysiłek w pracę, spotyka się z żywym oddźwiękiem ze strony młodzieży. Uważam, że w tej chwili fizyka traktowana jest jakby po macoszemu. Dawniej, w pierwszych klasach o profilu matematyczno- fizycznym, miałem siedem godzin fizyki, w tym trzy z podziałem na grupy. W ciągu całego cyklu nauczania zebrało się mniej więcej piętnaście godzin. Dziś okrojono tę ilość.
 
Mateusz Kraska:
Co Pana fascynuje w fizyce?
 
Dyrektor Kazimierz Strupiechowski:
Fizyka zajmuje się szerokim spectrum naszej rzeczywistości, od najmniejszych cząstek mikroświata po próby wyjaśnienia całego wszechświata. Fascynuje otwartość tej dziedziny. Problemy można właściwie samemu wymyślać. Próba ich wyjaśnienia nie jest tak prosta.
Poza szkolną dydaktyką, utrzymuję kontakty z kolegami naukowcami. Dają możliwość aktualizacji wiedzy, poznawania wielu kwestii badawczych. Ostatnio z grupą nauczycieli uczestniczyłem kursie, w Instytucie Badań Jądrowych w Cern pod Genewą. Miałem okazję poznać najnowsze urządzenia, badania, bardzo złożone problemy, których rozwiązanie na pewno przekracza możliwości jednego człowieka czy nawet grupy osób. Tu trzeba szeroko zakrojonej współpracy naukowców.
 
Izabela Romańczuk:
Czy ma Pan jakąś uniwersalną, skuteczną metodę na uczniów?
 
 
Dyrektor Kazimierz Strupiechowski:
Podczas lekcji nauczyciel musi brać pod uwagę całą klasę, nie tylko jednostki. Trzeba trafiać do wszystkich; nikt nie może czuć się niedowartościowany czy pokrzywdzony brakiem zainteresowania ze strony prowadzącego. Fizyk musi zaciekawić uczniów dobrym warsztatem pracy, który bywa najbardziej interesujący dla ucznia. Istotne jest określanie możliwości pogłębiania wiedzy, wskazywanie źródeł. Trzeba słuchać uczniów, a poza tym prowadzić więcej ciekawych doświadczeń.
W Genewie widziałem doskonałe, nowoczesne zestawy do nauki współczesnej fizyki, ale wystarczy powiedzieć, że cztery takie zestawy kosztują pięćdziesiąt tysięcy euro; jak wiemy możliwości polskiego nauczyciela są mocno ograniczone.
 
Mateusz Błoński:
Czy mógłby Pan podać więcej szczegółów związanych z pobytem w Szwajcarii?
 
Dyrektor Kazimierz Strupiechowski:
Wyjazd bardzo ucieszył i zaintrygował. Na miejscu zobaczyliśmy przede wszystkim tak zwany zderzacz hadronowy, czyli urządzenie LHC. Obecnie montowany jest akcelerator, w którym wiązka protonów biegnie po zamkniętym torze, oczywiście w próżni. To wszystko odbywa się około sto metrów pod ziemią. Biegnąca w próżni wiązka
zderza się z wiązką biegnącą w kierunku przeciwnym. Są to dwie przeciwbieżne wiązki protonowe, które w czterech miejscach olbrzymiego toru, po którym biegają, zderzają się ze sobą; w tych czterech miejscach prowadzone są badania. Zasadniczy cel, który postawili sobie uczeni w instytucie, to odnalezienie cząstki Higgsa. To jest dość tajemnicza cząstka, bardzo „nieprzyzwoicie” zachowująca się, tak samo jak całe pole. Nie znamy jeszcze tego dość dziwnego oddziaływania. Skąd problem? Wiadomo, że zgodnie z modelem wielkiego wybuchu, nasz wszechświat ekspanduje i można to zmierzyć stałą Hubble’a. Jest to wielkość, którą nazywamy gradientem prędkości. Mówi o tym jak szybko zmienia się prędkość poszczególnych obiektów, w zależności od ich odległości. Zmierzona ostatnimi czasy wartość stałej Hubble’a okazała się większa niż sądzono dotychczas; czyli nasz wszechświat dość intensywnie się rozszerza. Nie ma w tym sensacyjno, magicznego („wszechświat przyspiesza!”). Jedynie uczeni dokonali dokładniejszego pomiaru stałej Hubble’a i okazało się, że wszechświat ekspanduje,   rozszerza się szybciej niż początkowo ustalono. Ta szybkość nie może być wytłumaczona obecną masą, którą znamy. Z obliczeń teoretycznych wynika, iż znamy tylko pięć procent całej masy wszechświata, a reszty w ogóle nie jesteśmy w stanie na razie wykryć. Jest dla nas niewidoczna i dlatego nosi nazywana jest ciemną materią, a nawet (co brzmi bardziej tajemniczo) ciemną energią.
Takie oto zadanie postawili sobie pracownicy CERN-u: wykryć nowe, nieznane pole i kwant pola, czyli cząstkę Higgsa. Może okazać się, że jej w ogóle nie ma. Dlatego przewidziane są inne możliwości badań. Jest to główne przedsięwzięcie, wokół którego pracują naukowcy z wszystkich państw członkowskich
Miałem okazję zobaczyć, poznać także inne akceleratory, chociażby odwrócony akcelerator, czyli wręcz spowalniacz antyprotonów, który wykorzystuje się do produkcji antymaterii i jej badania.
Widziałem na żywo, z bliska cały szereg urządzeń, które jako student mogłem analizować na zdjęciach. Pamiętam jeszcze z uczelni zdjęcia z komór pęcherzykowych, modnych w latach sześćdziesiątych. Dzisiaj to urządzenie przedstawiane jest jako obiekt muzealny, a wesoła społeczność fizyków nazywa je imieniem Gargamela.
 
Mateusz Kraska:
Którą dziedzinę fizyki uważa Pan za najtrudniejszą?
 
Dyrektor Kazimierz Strupiechowski:
Niewątpliwie tą ze szczycie fizyki - chromodynamikę kwantową, czyli teorię kwarków i współczesną kosmologię. Ta ostatnia jednak jest już na pograniczu fizyki i filozofii.
 
Mateusz Błoński:
Która z dziedzin interesuje Pana bardziej, fizyka czy astronomia?
 
Dyrektor Kazimierz Strupiechowski:
Fizyka, choć trudno oddzielić fizykę od astronomii. Studia astronomiczne zaczynają się właściwie tak samo jak fizyczne. Astronomia jest traktowana jako dział fizyki, który studenci (po dwóch latach) mogą wybrać jako kierunek zainteresowań. Astronomia to też szeroka dziedzina. Trudno powiedzieć, która bardziej pociąga, obie są interesujące.
Szkoda, że człowiek ma małe możliwości poznania tych dziedzin. Widziałbym w tym miejscu pole waszych przyszłych działania. Wy macie przed sobą przyszłość, perspektywy. Przed wami szansa na odkrycie chociażby tej substancji w naszym mózgu, która jest odpowiedzialna za odkrycie jego możliwości. Ludzki umysł trzeba otworzyć, trzeba dotrzeć do jego możliwości. Wiadomo, że wykorzystujemy niewielką część mózgu, a można wykorzystać pełniej to, co mamy najcenniejszego...
 
Mateusz Kraska:
Jak Pan ocenia nową formułę matury?
 
Dyrektor Kazimierz Strupiechowski:
Nowa formuła matury jest niewątpliwie bardzo kosztowna w stosunku do starej. Jeśli chodzi o fizykę, denerwuje mnie to, że arkusze z zadaniami mają wiele mankamentów (zdarzają się nawet błędy merytoryczne). Bywało tak, że autor zadania podawał złe rozwiązanie, a to jest karygodne. Nie bardzo mi się podoba rozpisywanie zagadnień na szczegółowe pytania. Uczeń powinien sam rozwiązać problem, bez dodatkowych, pomocniczych pytań.
 
Izabela Romańczuk:
Jak Pan najchętniej spędza czas wolny?
 
Dyrektor Kazimierz Strupiechowski:
Lubię wycieczki, szczególnie zagraniczne. Zwiedziłem wiele ciekawych miejsc, od Morza Kaspijskiego, Egipt po kraje Europy. Zasmakowałem nurkowania w Morzu Czerwonym (polecam). Wiele pięknych wrażeń przywiozłem z Włoch, szczególnie z Rzymu. Poza tym dużo czytam (książki naukowe i beletrystyka).
 
 
17 marca 2008
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
BIP RSS
 
CMS Toruń